Ważnym aspektem jest integralność całego otaczającego środowiska. Jako przykład posłużyć może regularne (lub ciągłe) wypuszczanie na rynek coraz to nowszych, lepszych urządzeń, gadżetów, pozwalających utrzymać poczucie niedosytu – jeśli nie mogę sobie na to pozwolić, to znaczy, że czegoś mi brakuje, odczuwam niedosyt, muszę coś z tym zrobić, muszę ciężej pracować… Obok tej kampanii równie ważne jest, by podsycać to uczucie poprzez ciągły komunikat jasno informujący, że te rynkowe nowinki są potrzebne. Że fajny telefon, to nowy telefon. Nie 1 milion pikseli, nie 4, a 8. Nowy laptop, procesor z ośmioma rdzeniami. Samochód, który sam parkuje. Odkurzacz, który sam odkurza. Wszystko to ma pozwolić oszczędzić czas, którego, dziwnym trafem, raczej ubywa… Wszystkie produkty rekomendowane przez osoby, które osiągnęły sukces. Są milionerami. Kup sobie, popracujesz ciężej i ciebie też będzie stać.
Naturalnie trzeba dopuścić do tego, by niektóre grupy, które nie są tu rozdającymi, mogły osiągnąć poziom majętności, który stanie się marzeniem milionów. To takie zło konieczne. Ale trzeba odlać dla nich trochę, by mogli odegrać swoją rolę. Pozwala to utrzymać resztę kapitału w rękach tych niewielu, którzy ten mechanizm uruchomili. Bo że w dużym stopniu ta maszynka dalej już napędza się sama, to co do tego nie ma wątpliwości.
Chcemy żyć w takim świecie. Innego już nie znamy.