Zarządzanie "bieżączką" jest łatwe. Naprawdę. Gospodarka, firmy, państwa, szkolnictwo - tu nie chodzi o przedłużające się rady pedagogiczne, mikro-menedżment, podatek od kichnięcia. Stanowisko zobowiązuje. Powinno. Tymczasem niczym gówno na powierzchnię wypływają rozmaite niedomagania: nauczanie online bez zdigitalizowanych materiałów i służbowego komputera, biurowa praca z domu tak, ale w akompaniamencie dyżurów w biurze dla wybrańców #bosięnieda, wieczny ASAP i brak rezerw umożliwiających względnie gładkie wstrzymanie produkcji czy świadczenia usług.
Ludzie póki co podśmiechują, że od siedzenia w domu się rozwiodą lub rozmnożą. Jeszcze tydzień, a statystyka przemocy domowej rąbnie o sufit. A za pięć-sześć tygodni ludzie dotkną dna swoich garnków i portfeli. Parę głosów spróbuje argumentu Włodka "trzeba się było ubezpieczyć". No, pewnie, trzeba było. Dlatego się ubezpieczamy. Choć może głównie dlatego, że musimy: opłacamy cholerną składkę ZUS, podatek od spadku, wzbogacenia, książki, jedzenia. W ogólnie pojętym podatku oddajemy, w zależności od sposobu uzyskiwania dochodu i naszej gospodarności, przeciętnie od 40 do 60% tego, co zarobimy. Połowę czyli. Należy oczekiwać, że ktoś to ogarnie. Wiadomo, że nie ogarnie. Ani ci przy korycie, ani poprzedni, ani tamci hen, jeszcze wcześniej. Tylko jak postawić przed sąd setki ludzi z immunitetem?
piątek, 27 marca 2020
czwartek, 26 marca 2020
O normach w obliczu pandemii #4
A że przepraszam, tak zapytam... co się stało z UE?
Rozwiązano?
Organizacja klasyfikująca "tłustość" mleka; kwestie pozwoleń na pracę obywateli krajów członkowskich, ubiegających się spoza unii; nakładająca kary za nieprzestrzeganie dyrektyw; nagle przestaje istnieć. Kraje zamykają granice, nie ma wspólnej polityki, sensownych wytycznych.
Ot, kolejna proteza. Wszystko kręci się nieźle, póki chodzi tylko o to, by przesypywać forsę z wora do wora, a przy okazji sobie do kabzy po parę euraczy. Gdzie są normy, plany, zabezpieczenia? Klapa na całej linii...
Dezintegracja.
środa, 25 marca 2020
O normach w obliczu pandemii #3
Wśród szumiących dookoła niusów przebijają się niekiedy opinie bagatelizujące sytuację związaną z pandemią. "Co roku tyle samo osób umiera na grypę".
Szczęśliwie łatwo zadać kłam tego rodzaju nowinom. Zastanawiające, że media nie sięgają po odrobinę matematyki by choć trochę uporządkować temat. Ale pewnie więcej wyświetleń uzyska zdjęcie psa srającego z balkonu. Sam bym klikał!
Jak sprawdzić, czy obecna pandemia to "tylko taka inna grypa"? Rozwiązanie jest dziecinnie proste. Trzeba sprawdzić ilość zgonów w porównywalnym okresie w minionych latach. Jak brzmi rozwiązanie zagadki? Śmiertelność (statystycznie ilość zgonów na 1000 mieszkańców na wybrany przedział czasu) na przykładzie Włoch wzrosła o około 20%. Dużo to czy mało? Wahnięcia rzędu 10% zdarzały się na przestrzeni minionych lat, ale warto zauważyć, że obecna rozgrywka trwa nadal.
Kolejny fragment wyłapany: mydlenie oczu.
Dla bardziej dociekliwych parę internetowych znalezisk (wszystkie anglojęzyczne):
Italian Daily Death Rate Up 20% Because of Coronavirus, Lombardy Up About 80%
Oraz dla porównania z dostępnymi obecnie analizami korony, studium grypy, też Włochy:
International Journal of Infectious Diseases, grypa
I nie sposób nie polecić Światomierza
Worldometers
Rozdział #4 już jutro.
Szczęśliwie łatwo zadać kłam tego rodzaju nowinom. Zastanawiające, że media nie sięgają po odrobinę matematyki by choć trochę uporządkować temat. Ale pewnie więcej wyświetleń uzyska zdjęcie psa srającego z balkonu. Sam bym klikał!
Jak sprawdzić, czy obecna pandemia to "tylko taka inna grypa"? Rozwiązanie jest dziecinnie proste. Trzeba sprawdzić ilość zgonów w porównywalnym okresie w minionych latach. Jak brzmi rozwiązanie zagadki? Śmiertelność (statystycznie ilość zgonów na 1000 mieszkańców na wybrany przedział czasu) na przykładzie Włoch wzrosła o około 20%. Dużo to czy mało? Wahnięcia rzędu 10% zdarzały się na przestrzeni minionych lat, ale warto zauważyć, że obecna rozgrywka trwa nadal.
Kolejny fragment wyłapany: mydlenie oczu.
Dla bardziej dociekliwych parę internetowych znalezisk (wszystkie anglojęzyczne):
Italian Daily Death Rate Up 20% Because of Coronavirus, Lombardy Up About 80%
Oraz dla porównania z dostępnymi obecnie analizami korony, studium grypy, też Włochy:
International Journal of Infectious Diseases, grypa
I nie sposób nie polecić Światomierza
Worldometers
Rozdział #4 już jutro.
wtorek, 24 marca 2020
O normach w obliczu pandemii #2
Kolejnym fragmentem tej złośliwej analizy będzie spojrzenie na lament pewnych grup zawodowych, spośród których najciekawszą stanowią prawdopodobnie farmaceuci pospołu z lekarzami. Zacznijmy od tych pierwszych. Przez lata tworzyli w społeczeństwie protezę bezpieczeństwa promując różnego rodzaju suplementy diety, bez których straszne męczarnie miały czekać nas samych (po tłustym posiłku koniecznie contra-liver, po deszczu wyjątkowo-scorbin) lub na nasze otoczenie (rozdrażnienie po pracy? magnez w dawce milion, nieodzownie chelat, tylko teraz! z witaminą B-600), a którzy teraz utyskują na głupawych ludzi zgłaszających się do aptek w czasie zarazy po pierdoły podobne wymienionym, które jeszcze niedawno patrzyły na nas z pierwszych rzędów aptecznych wystaw i były podobno niezbędne do życia. Nagle nie są, ale wyuczone (może uzależnione) rzesze ludzi nie przestawią się z dnia na dzień.
Zabawna jest też "akcja maseczka". Pomijając już wątpliwą ochronę, jaką stanowią maseczki wykonane z byle czego, mocno zastanawiające jest jak lekarzom nagle zaczęło zależeć na bezpieczeństwie swoim i pacjentów. Do tej pory mycie rąk "pomiędzy pacjentami" przez internistę było zjawiskiem dla mnie niespotykanym, podobnie z dezynfekcją stetoskopu. Umieszczanie na oddziale pulmonologicznym w jednej sali osób po chemii łóżko w łóżko z osobami chorymi na choroby zakaźne było normą. Nagle płacz o maseczki. Strach to czy jednak chodzi o jakiś przekręt, który jeszcze trudno wywęszyć?
A zatem kolejny kawałek wyłowiony: obłuda.
Ciąg dalszy wkrótce.
Zabawna jest też "akcja maseczka". Pomijając już wątpliwą ochronę, jaką stanowią maseczki wykonane z byle czego, mocno zastanawiające jest jak lekarzom nagle zaczęło zależeć na bezpieczeństwie swoim i pacjentów. Do tej pory mycie rąk "pomiędzy pacjentami" przez internistę było zjawiskiem dla mnie niespotykanym, podobnie z dezynfekcją stetoskopu. Umieszczanie na oddziale pulmonologicznym w jednej sali osób po chemii łóżko w łóżko z osobami chorymi na choroby zakaźne było normą. Nagle płacz o maseczki. Strach to czy jednak chodzi o jakiś przekręt, który jeszcze trudno wywęszyć?
A zatem kolejny kawałek wyłowiony: obłuda.
Ciąg dalszy wkrótce.
poniedziałek, 23 marca 2020
O normach w obliczu pandemii #1
Całe państwa, a w nich ludzie, firmy i banki, stają w obliczu olbrzymich strat z tytułu rozmaitych ograniczeń i trudności w prowadzeniu działalności. Jednocześnie politycy, pismaki i bardziej lub mniej wysocy rangą dyrektorzy i działacze unaoczniają nam,
że żyjemy w wyjątkowych czasach (w razie gdyby ktoś miał wątpliwości), w których potrzebne są wyjątkowe środki ostrożności i, wyświechtana z lekka, solidarność.
że żyjemy w wyjątkowych czasach (w razie gdyby ktoś miał wątpliwości), w których potrzebne są wyjątkowe środki ostrożności i, wyświechtana z lekka, solidarność.
Złośliwie postawię proste pytanie: czy rzeczywiście temu kryzysowi nie dało się choć trochę zapobiec?
Odpowiedź jest jasna. No to brnijmy dalej. Z czego wynika ten stan rzeczy?
(jaki to stan można przeczytać dziś dosłownie wszędzie, więc sobie odpuszczę)
W ślepym poszukiwaniu oszczędności i namiętnej koncentracji na aktualnym wyniku (giełdowym, sondażowym, <wpisz dowolne/>) wiele organizacji gubi z celownika to, co istotne: plan długofalowy. Ważne jest tu i teraz, bo TERAZ jest się na stołku, teraz jest się przy korycie, teraz jest się na pierwszej stronie.
Naturalnie można żywić nadzieję, że obecna sytuacja będzie nauczką, lekcją na przyszłość. Cytując pana, którego nazwisko przywodzi na myśl wielonogiego robala: "niewarto". Naszą naturę skwitował już dawno Kochanowski, zresztą postępująca globalizacja pokazuje jednoznacznie, że brak zdolności wyciągania wniosków po szkodzie nie jest cechą wyłącznie polską, a jeśli nawet staliśmy się ciut lepsi, niż nasi przodkowie, to niewielki mamy z tego teraz pożytek, bo nadal nie umiemy być mądrzy przed szkodą:
Wszak dodatkowe oświetlenie przejść dla pieszych montuje się po potrąceniach, a nie zanim do nich dojdzie (obserwacje z województwa łódzkiego). Z pomocą inspektorom rozmaitych dziedzin przychodzą różne normy, których objętość i kompleksowość przerasta często przedmiot, którego dotyczą (patrz: normy budowlane), tworzone przez im podobnych, które rzeczywiście w większości się sprawdzają, z tym że nie zawsze (przytoczyć można krzewy posadzone w Łodzi przy al. Mickiewicza, które może i zasłaniają przejście pieszo-rowerowe, ale spełniają normę, #ulgabardzo). Normy sprawdzają się zaś zwłaszcza w sytuacji, w której coś pójdzie bardzo nie tak, to jest gdy rzeczony pieszy zostanie potrącony. Na szczęście wówczas można powołać się na normę, zamiast wskazywać palcem niekompetentną osobę, która postawiła pieczątkę pod projektem/przy odbiorze. Z ustawami, gdy już wyrządzą krzywdę, dzieje się tak samo.
A zatem mamy to! No, a przynajmniej kawałek:
przeniesienie/rozmycie odpowiedzialności.
Ciąg dalszy wkrótce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
O tych, co na amen zemrzeć nie mogą (rozdział 1)
– Szanowny panie, – zaczął z udawaną grzecznością, nauczony, że okazując szacunek rozmówcy, łatwiej się z nim rozprawi – a zatem raczy ...
-
Czas na serię inspirowaną twórczością Arkadija i Borysa Strugackich oraz uniwersum Fallout! Wpisy w tej serii będą niekiedy przeplatać się ...
-
"Czarny Obelisk" przygniata. Ciężar wydarzeń kraju ogarniętego największym kryzysem finansowym w historii dosłownie wbija w ziemię...
-
– Szanowny panie, – zaczął z udawaną grzecznością, nauczony, że okazując szacunek rozmówcy, łatwiej się z nim rozprawi – a zatem raczy ...