piątek, 18 września 2020

Zmień piec

Zmień płeć. Czy tam piec. Spoko. Ale spróbujcie ogarnąć sytuację, w której nie macie pieca, a zakładacie nowy. Ile trzeba czekać na podpięcie do sieci gazowej? Ja aktualnie czekam 26 miesięcy. Gazu niet.

Czyli ta ekologia to jest wtedy, jak dostajesz tak odległy termin, że kupujesz piec na wungiel, a potem w ramach zielonej akcji kupujesz drugi, gazowy. Bardzo tanio. I bardzo eko.

czwartek, 30 lipca 2020

Krótka historia o tym, jak wyhodowaliśmy nowe super bakterie.

Stosujemy środki do dezynfekcji z intensywnością podobną do warunków szpitalnych. Zabijamy naszą ochronną florę bakteryjną przy wejściu do sklepu czy urzędu bo boimy się zarazków. Zarazki te podobno nie/trudno przenoszą się na suchych przedmiotach (pieniądze, papier, długopis). Ale dla świętego spokoju lejemy sobie po łapach 70% roztworem alkoholu. Komu to pomaga? Na pewno nie dłoniom.

Za chwilę pojawią się kampanie reklamowe „odbuduj naturalną florę bakteryjną przy użyciu kremu Kremex marki Kremex”. Drogi, bo dobry!

Żaden krem nie powstrzyma jednak procesu nabywania odporności przez mikroby, które prędzej czy później przyzwyczają się do spirytualistycznych rytuałów, tak jak w szpitalach przyzwyczaiły się do antybiotyków i domestosa.

Zakładamy sobie taką „protezę” bezpieczeństwa, podobną maseczkom – trudno wykazać wymierne korzyści, ale wydaje się, że działamy, więc jest fajnie! Rząd wprowadził obostrzenia, ochroniarz w markecie pilnuje, w razie czego nie można będzie przecież powiedzieć, że „nikt z tym nic nie zrobił”.

Aby nie było tak pesymistycznie, wyrażę nadzieję, że więcej osób myje teraz mydłem ręce. Pamiętam jak kiedyś podczas urodzinek spędzanych na kręgielni przyszedł czas na pizzę i tylko dwie osoby po toczeniu kul poszły umyć ręce, nim sięgnęły po jedzenie.

Jeśli już naprawdę nie macie pomysłu, co robić z alkoholem, niechaj ten oto samotny, pusty kieliszek będzie inspiracją :)


poniedziałek, 25 maja 2020

Państwo psów 3


Już niedługo nasz pan powie, że możemy zdjąć kagańce. Albo i nie, może zmieni nakazy na jeszcze śmieszniejsze. Na przykład noś kaganiec przy sobie, w kieszeni. Nie ochroni, ale ma być. Jak nie ma – mandat. Coś jak z gaśnicą w samochodzie: nie jest ważne, czy działa, nie jest ważne, czy umiesz jej użyć, masz mieć. Ale tylko w samochodzie. W domu, mieszkaniu nie musisz.
Ale maseczkowy interes zrobiony, z przytupem, trochę przy tym gość wtopił, że dostawcą był kuzyn stryja szwagra siostry brata, ale jakie to ma znaczenie, skoro nikt go z tego nie rozliczy.





Polecam taki model maseczki. 

Ważne, by prócz ust i nosa, zasłaniać też oczy.

Jak nie umiesz sam, to znajdź kogoś, kto pomoże.
Zamiast ogórków mogą być szparagi,
ale to raczej jak ktoś ma wąskie oczy.

niedziela, 17 maja 2020

Państwo psów 2

Protest nastąpił, zgodnie z przewidywaniami. Nie żeby przewidzenie tego było spektakularnie trudne.

Pożyteczne idio-psy szczekają na prawo i lewo, że tarcza, że piniondze za darmo. Wielu psów jednak nie zadowala odliczone pańską ręką minimum. Co odważniejsze sprzeciwiły się panu lecz ten rozpędził nieposłuszne kundle gazem i pałką.

A więc żryj kundlu z pisowskiej misy i nie waż się sprzeciwić, nie chcij nic więcej nad ochłap.


czwartek, 14 maja 2020

Państwo psów


Najpierw zamknęli nas w kojcach. Potem wypuścili, ale w kagańcach.

środa, 6 maja 2020

O normach w obliczu pandemii #8


Kilka luźnych myśli i spostrzeżeń:

Koronawirus był przyczyną lub jedną z przyczyn 259 000 zgonów na świecie. Tak chyba powinny być prezentowane dane.
W jakim odsetku przypadków faktycznie zabił, a nie tylko przyspieszył to, co nieuniknione, trudno orzec. Jeśli ten drugi odsetek jest wysoki, to wnet może się okazać, że krzywa zgonów po początkowej rzeźni w kolejnych miesiącach spadnie poniżej porównywalnego okresu z przeszłości, mówiąc prościej: dużo umrze szybko, mniej umrze wolno. Na szczęście są przytomni ludzie, którzy próbują to policzyć (1) co pomoże uciąć dywagacje i przełożyć wyniki analiz na działanie, żebyśmy nie musieli babrać się w tym burdelu, którego autorem niestety nie jest narysowany Król Julian, a prawdziwi miłościwie nam panujący.

Ćwierć miliona ludzi to dużo. Można się nie na żarty przestraszyć. Ale...

Korona-wirus do tej pory zabił tyle osób, ile głód zabija w nieco ponad tydzień (2).
Porównywalna ilość osób ginie w samych Stanach w wyniku szeroko rozumianego błędu medycznego w ciągu roku (3).
Na świecie zmarło ponad 2,5 miliona dzieci do lat pięciu (2).
A na dobitkę w wypadkach komunikacyjnych zginęło prawie dwa razy tyle (2). Może też mieli choroby współistniejące, tego nie wiem. Wiem natomiast, że dróg na razie nie zamknięto. I chwała!

A zatem... Czy my na pewno walczymy z tym najważniejszym wrogiem, czy poczynione środki są współmierne do zagrożenia, czy jednak ktoś próbuje nas tu wytegować?



sobota, 18 kwietnia 2020

Analiza finansowej rzeczywistości #2


W 2002 roku wprowadzono podatek Belki.
W 2003 roku wprowadzono janosikowe (pobierane od samorządów).
W 2011 roku wprowadzono 23% VAT.
W 2014 roku wykonano skok na OFE.
W 2019 roku wprowadzono nowe janosikowe (pobierane od osób fizycznych).

Żaden kolejny rząd, stojący przecież w opozycji do poprzedniego i jego pomysłów, nie wycofał rozwiązań zastosowanych przez poprzedników. Raczej pilnie „ograniczał szarą strefę” lub „uszczelniał system podatkowy”.
A do tego każdy kolejny rząd odchodził z piedestału w towarzystwie grubej afery (Rywina, Amber Gold).

Wnioski z tego nasuwają się przynajmniej dwa:
1. Najcięższe przestępstwa trzeba popełniać w majestacie prawa.
2. Wybory to blaga.

I nie dziwota. Do koryta przychodzą tylko nowe tuczniki, stare nie odchodzą, zatem ilość paszy w korycie musi rosnąć.

Tu link do dawniejszych wynurzeń w podobnym temacie:
LINK

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

O normach w obliczu pandemii #7


W ciągu najbliższych 4 do 6 tygodni dojdzie w Polsce do:
  1. zmiany strategii walki z koronawirusem w postaci torpedujących gospodarkę i społeczeństwo ograniczeń

    lub
  2. masowych starć ze służbami porządkowymi

Na razie było małe intro, parę incydentów, takich jak protest przedsiębiorców w Warszawie 31 marca, których głośno się nie komentuje (bo po co zachęcać).
Wkrótce sytuacja pogorszy się znacząco. Kiedy ludzie nie będą mieli już (prawie) nic do stracenia, sięgną po znacznie bardziej dosadne środki. Zawsze tak robili, nie ma powodu, by tym razem zachowali się inaczej.

środa, 1 kwietnia 2020

O normach w obliczu pandemii #6

Czy dojdzie do fali pożarów?
Tarcza antykryzysowa to farsa.

Skoro przedsiębiorca nie ma ubezpieczenia chroniącego przed skutkami epidemii, a ma takie od pożaru, to może podpalić swój zakład, biuro czy siłownię. W ten sposób może odzyskać straty przed tym, jak zakończy działalność.

Takie i inne pomysły krązą po głowach najbardziej dotkniętych kryzysem. Strach się bać, ale i trudno się im dziwić.

Kolejny wyłowiony syf w trakcie trwania tego bajzlu: luki i wyłączenia.

piątek, 27 marca 2020

O normach w obliczu pandemii #5

Zarządzanie "bieżączką" jest łatwe. Naprawdę. Gospodarka, firmy, państwa, szkolnictwo - tu nie chodzi o przedłużające się rady pedagogiczne, mikro-menedżment, podatek od kichnięcia. Stanowisko zobowiązuje. Powinno. Tymczasem niczym gówno na powierzchnię wypływają rozmaite niedomagania: nauczanie online bez zdigitalizowanych materiałów i służbowego komputera, biurowa praca z domu tak, ale w akompaniamencie dyżurów w biurze dla wybrańców #bosięnieda, wieczny ASAP i brak rezerw umożliwiających względnie gładkie wstrzymanie produkcji czy świadczenia usług.
Ludzie póki co podśmiechują, że od siedzenia w domu się rozwiodą lub rozmnożą. Jeszcze tydzień, a statystyka przemocy domowej rąbnie o sufit. A za pięć-sześć tygodni ludzie dotkną dna swoich garnków i portfeli. Parę głosów spróbuje argumentu Włodka "trzeba się było ubezpieczyć". No, pewnie, trzeba było. Dlatego się ubezpieczamy. Choć może głównie dlatego, że musimy: opłacamy cholerną składkę ZUS, podatek od spadku, wzbogacenia, książki, jedzenia. W ogólnie pojętym podatku oddajemy, w zależności od sposobu uzyskiwania dochodu i naszej gospodarności, przeciętnie od 40 do 60% tego, co zarobimy. Połowę czyli. Należy oczekiwać, że ktoś to ogarnie. Wiadomo, że nie ogarnie. Ani ci przy korycie, ani poprzedni, ani tamci hen, jeszcze wcześniej. Tylko jak postawić przed sąd setki ludzi z immunitetem?

czwartek, 26 marca 2020

O normach w obliczu pandemii #4

A że przepraszam, tak zapytam... co się stało z UE?
Rozwiązano?
Organizacja klasyfikująca "tłustość" mleka; kwestie pozwoleń na pracę obywateli krajów członkowskich, ubiegających się spoza unii; nakładająca kary za nieprzestrzeganie dyrektyw; nagle przestaje istnieć. Kraje zamykają granice, nie ma wspólnej polityki, sensownych wytycznych.
Ot, kolejna proteza. Wszystko kręci się nieźle, póki chodzi tylko o to, by przesypywać forsę z wora do wora, a przy okazji sobie do kabzy po parę euraczy. Gdzie są normy, plany, zabezpieczenia? Klapa na całej linii...

Dezintegracja.

środa, 25 marca 2020

O normach w obliczu pandemii #3

Wśród szumiących dookoła niusów przebijają się niekiedy opinie bagatelizujące sytuację związaną z pandemią. "Co roku tyle samo osób umiera na grypę".
Szczęśliwie łatwo zadać kłam tego rodzaju nowinom. Zastanawiające, że media nie sięgają po odrobinę matematyki by choć trochę uporządkować temat. Ale pewnie więcej wyświetleń uzyska zdjęcie psa srającego z balkonu. Sam bym klikał!
Jak sprawdzić, czy obecna pandemia to "tylko taka inna grypa"? Rozwiązanie jest dziecinnie proste. Trzeba sprawdzić ilość zgonów w porównywalnym okresie w minionych latach. Jak brzmi rozwiązanie zagadki? Śmiertelność (statystycznie ilość zgonów na 1000 mieszkańców na wybrany przedział czasu) na przykładzie Włoch wzrosła o około 20%. Dużo to czy mało? Wahnięcia rzędu 10% zdarzały się na przestrzeni minionych lat, ale warto zauważyć, że obecna rozgrywka trwa nadal.

Kolejny fragment wyłapany: mydlenie oczu.

Dla bardziej dociekliwych parę internetowych znalezisk (wszystkie anglojęzyczne):

Italian Daily Death Rate Up 20% Because of Coronavirus, Lombardy Up About 80%
Oraz dla porównania z dostępnymi obecnie analizami korony, studium grypy, też Włochy:
International Journal of Infectious Diseases, grypa
I nie sposób nie polecić Światomierza
Worldometers

Rozdział #4 już jutro.

wtorek, 24 marca 2020

O normach w obliczu pandemii #2

Kolejnym fragmentem tej złośliwej analizy będzie spojrzenie na lament pewnych grup zawodowych, spośród których najciekawszą stanowią prawdopodobnie farmaceuci pospołu z lekarzami. Zacznijmy od tych pierwszych. Przez lata tworzyli w społeczeństwie protezę bezpieczeństwa promując różnego rodzaju suplementy diety, bez których straszne męczarnie miały czekać nas samych (po tłustym posiłku koniecznie contra-liver, po deszczu wyjątkowo-scorbin) lub na nasze otoczenie (rozdrażnienie po pracy? magnez w dawce milion, nieodzownie chelat, tylko teraz! z witaminą B-600), a którzy teraz utyskują na głupawych ludzi zgłaszających się do aptek w czasie zarazy po pierdoły podobne wymienionym, które jeszcze niedawno patrzyły na nas z pierwszych rzędów aptecznych wystaw i były podobno niezbędne do życia. Nagle nie są, ale wyuczone (może uzależnione) rzesze ludzi nie przestawią się z dnia na dzień.
Zabawna jest też "akcja maseczka". Pomijając już wątpliwą ochronę, jaką stanowią maseczki wykonane z byle czego, mocno zastanawiające jest jak lekarzom nagle zaczęło zależeć na bezpieczeństwie swoim i pacjentów. Do tej pory mycie rąk "pomiędzy pacjentami" przez internistę było zjawiskiem dla mnie niespotykanym, podobnie z dezynfekcją stetoskopu. Umieszczanie na oddziale pulmonologicznym w jednej sali osób po chemii łóżko w łóżko z osobami chorymi na choroby zakaźne było normą. Nagle płacz o maseczki. Strach to czy jednak chodzi o jakiś przekręt, który jeszcze trudno wywęszyć?

A zatem kolejny kawałek wyłowiony: obłuda.

Ciąg dalszy wkrótce.

poniedziałek, 23 marca 2020

O normach w obliczu pandemii #1

Całe państwa, a w nich ludzie, firmy i banki, stają w obliczu olbrzymich strat z tytułu rozmaitych ograniczeń i trudności w prowadzeniu działalności. Jednocześnie politycy, pismaki i bardziej lub mniej wysocy rangą dyrektorzy i działacze unaoczniają nam,
że żyjemy w wyjątkowych czasach (w razie gdyby ktoś miał wątpliwości), w których potrzebne są wyjątkowe środki ostrożności i, wyświechtana z lekka, solidarność.

Złośliwie postawię proste pytanie: czy rzeczywiście temu kryzysowi nie dało się choć trochę zapobiec?

Odpowiedź jest jasna. No to brnijmy dalej. Z czego wynika ten stan rzeczy?
(jaki to stan można przeczytać dziś dosłownie wszędzie, więc sobie odpuszczę)

W ślepym poszukiwaniu oszczędności i namiętnej koncentracji na aktualnym wyniku (giełdowym, sondażowym, <wpisz dowolne/>) wiele organizacji gubi z celownika to, co istotne: plan długofalowy. Ważne jest tu i teraz, bo TERAZ jest się na stołku, teraz jest się przy korycie, teraz jest się na pierwszej stronie. 
Naturalnie można żywić nadzieję, że obecna sytuacja będzie nauczką, lekcją na przyszłość. Cytując pana, którego nazwisko przywodzi na myśl wielonogiego robala: "niewarto". Naszą naturę skwitował już dawno Kochanowski, zresztą postępująca globalizacja pokazuje jednoznacznie, że brak zdolności wyciągania wniosków po szkodzie nie jest cechą wyłącznie polską, a jeśli nawet staliśmy się ciut lepsi, niż nasi przodkowie, to niewielki mamy z tego teraz pożytek, bo nadal nie umiemy być mądrzy przed szkodą:
Wszak dodatkowe oświetlenie przejść dla pieszych montuje się po potrąceniach, a nie zanim do nich dojdzie (obserwacje z województwa łódzkiego). Z pomocą inspektorom rozmaitych dziedzin przychodzą różne normy, których objętość i kompleksowość przerasta często przedmiot, którego dotyczą (patrz: normy budowlane), tworzone przez im podobnych, które rzeczywiście w większości się sprawdzają, z tym że nie zawsze (przytoczyć można krzewy posadzone w Łodzi przy al. Mickiewicza, które może i zasłaniają przejście pieszo-rowerowe, ale spełniają normę, #ulgabardzo). Normy sprawdzają się zaś zwłaszcza w sytuacji, w której coś pójdzie bardzo nie tak, to jest gdy rzeczony pieszy zostanie potrącony. Na szczęście wówczas można powołać się na normę, zamiast wskazywać palcem niekompetentną osobę, która postawiła pieczątkę pod projektem/przy odbiorze. Z ustawami, gdy już wyrządzą krzywdę, dzieje się tak samo.

A zatem mamy to! No, a przynajmniej kawałek: 
przeniesienie/rozmycie odpowiedzialności.

Ciąg dalszy wkrótce.

niedziela, 9 lutego 2020

Zimowyjce

- Dzieci tutaj nie są głupie. I nie trzeba by było ich pilnować, gdyby nie to, ze są małe. Nie małe, że młode, tylko rozmiarowo. Łatwo wydrzec im całe ciepło. Nie grozi im potrącenie przez samochod. Sam wiatr wystarczy...

niedziela, 2 lutego 2020

Strugaccy: Kulawy los. O wychowaniu słów kilka.

Strugaccy - Kulawy los

„Kulawy los” czyta się ciężko. Fabuła jest przygnębiająca, wydarzenia na przemian mgliste i paranoiczne. A przy tym jest tak nafaszerowany zalążkami rozmaitych idei, że niekiedy żal przeczytać za dużo naraz – istnieje wówczas ryzyko, że nakreślonego tematu nie przemyśli się dostatecznie głęboko, zanim zginie pod lawiną kolejnych. Łowienie też jest trudne. Bo czyż pojedyncza perła może świadczyć o naszyjniku?

(…) wilczyca mówi wilczętom: „kąsajcie jak ja” i to wystarczy, zajęczyca uczy swoje zajączki: „uciekajcie tak jak ja” i to także wystarczy, a za to człowiek uczy swoje małe „myśl tak jak ja”, a to już jest zbrodnia.

Arkadij i Borys jak zawsze w sedno. Przesada? Kto z nas nie słyszał, że „tak trzeba”, „wypada” albo „to jest najważniejsze i już”. Gwałt różne przybiera formy.

niedziela, 26 stycznia 2020

Z życia bezdomnego - 2


Paskudny amoniakalny posmak był pierwszą rzeczą, którą poczuł po przebudzeniu. Rzedniejące ciemne plamy na oczach synchronizowały swoje skoki ze skurczami obolałego żołądka. Powoli usiadł. Każdy zdobyty centymetr rozganiał plamy, ale za wysoką cenę igieł wbijających się w głowę gdzieś w środku. I nagle poczuł znajomy wir w brzuchu. Jak dobrze pójdzie, tym razem zdąży, nim go przeczyści. Poderwał się gwałtownie jęcząc ochryple i zaczął rozpinać spodnie. Zesztywniałe palce nie dawały sobie rady ze sprzączką paska, więc dał za wygraną szarpnął portki w dół. Te posłusznie przesunęły się w dół po wychudzonych biodrach. Zdążył złapać się gałęzi i … poszło! W ostatniej chwili. Cuchnąca breja psiknęła kilka razy na chodnik pod śmietnikiem. Jakaś starucha, którą dopiero zauważył, fuknęła coś zgorszona, ale miał teraz inne zmartwienie na głowie. Spodnie. Spodnie opadły za nisko i zafajdał sobie pasek i okolice. Szlag... Grzebnął na oślep w kontenerze. Nic, jeszcze raz. Wreszcie chwiejnie wyprostował się, puścił gałąź i stercząc z gołym tyłkiem jął eksplorować pojemnik. W końcu trafił na zużyte serwetki. Czyli po niefarcie nadarzył się fart. Obtarł się na tyle, na ile to było możliwe, bo palce nadal miał jak z drewna. Schylił się, by obetrzeć pasek, ale zakręciło mu się w głowie. Walczył, by nie wyrżnąć w nowo powstałą kałużę gówna. Złapał się z całych sił kontenera. Efekt był taki, że lewym kolanem roztarł kałużę odchodów po chodniku. Podciągnął się klnąc z cicha. Spodnie do wyrzucenia. Tego już nie dało się wytrzeć. I w ogóle trzeba iść do parku, bo brud brudem, ale są pewne granice. Przetrzepał kontener w poszukiwaniu spodni. Jak zwykle pusto. Udało się odłożyć parę puszek. Ale spodni niet. Trudna rada, trzeba znaleźć peceka. Ten na Zaolziańskiej odpada, bo tam dają w ryj. Następny będzie dopiero przy Krawieckiej, więc czyli autobus. Bez spodni to jednak nie da rady, bo wyrzucą. W obesranych ciężko, ale na pierwszy rzut oka wszystko w porządku, to może nikt się nie przypieprzy?

środa, 22 stycznia 2020

Z życia bezdomnego – 1


Zimy prawie nie ma, ale chłód i tak zbiera żniwo wśród ubogich i bezdomnych. Na wielu osiedlach znajdują się lodówki, w których można umieścić niechciane żarcie. Każdemu czasem zostanie trochę za dużo zupy, niekiedy zostaniemy obdarowani dżemem, którego nie lubimy.
Zamiast wyrzucać - wystarczy umieścić produkt w takim oto ustrojstwie - można pozbyć się kłopotu, a komuś zorganizować posiłek.

A przy okazji prezentuję fragment opowiadania:


Z życia bezdomnego – 1

Nie mógł przyzwyczaić się do tego gorzko-kwaśnego smaku. Nawykł do chłodu, nauczył się akceptować smród. Ale spleśniały chleb zawsze napawał go obrzydzeniem. Nie tylko ze względu na smak jako taki – po prostu jedzenie tego paskudztwa z niebiesko-białym nalotem, tego niby ucieleśnienia Boga Jezusa, tylko że nadpsutego, przypominało mu, jak nisko upadł. I ten wstrętny posmak długo nie dawał o tym upodleniu zapomnieć. A zapić, spłukać ten syf... nie zawsze było czym. Mimo to żuł, ssał każdy kęs, aż nie rozpuścił się na drobne kawałeczki i dopiero wtedy połykał. Z trzech kromek tego paskudztwa czynił w ten sposób przyzwoity posiłek, który trwał ładnych parę chwil, zaspokajał głód o wiele bardziej, niż gdyby zjadł je łapczywie, a nade wszystko: pozwalał mu zająć czymś myśli. Tak, bo głównie o to w tym chodzi, nie? Trzymać myśli na wodzy, nie pozwalać im się rozpędzić. Nie pozwalać im obrać niewłaściwego, wstecznego kierunku. A jak dobrze ten posiłek podlać, to można było spać. Totalne znieczulenie. Przespać wspomnienia. I w cholerę przekimać cały ten czas, w którym mogłyby rodzić się pomysły na potem. A gdy człowiek się obudzi, trzeba znowu kołować coś do żarcia, do popicia. Czasem jakiś ciuch. Zająć się praktykaliami. I tak to się kręci.

O tych, co na amen zemrzeć nie mogą (rozdział 1)

– Szanowny panie, – zaczął z udawaną grzecznością, nauczony, że okazując szacunek rozmówcy, łatwiej się z nim rozprawi – a zatem raczy ...