Oto i kolejny fragment powieści, nad którą aktualnie pracuję.
I... Tak. To będzie Postapo.
– Czyli co, zaoszczędziliśmy trochę czasu, panie sierżancie. Ma pan co palić?
– A pewnie, proszę. No, fajki to jedyny pozytyw tej wojny. Normalne, kuurde. Żadne tam ultra, karbofree, czy elektro.
– Ja to wie pan, niespecjalnie obserwowałem, bo niby nie palę. Ale świat kończy się tylko raz – Godlewski zawiesił wzrok i zaciągnął się głęboko, a sierżant spojrzał na niego, jakby ten powiedział coś nieodpowiedniego. Naukowiec zaraz się poprawił: Świat próbował się kończyć już wiele razy, ale teraz wygląda na to, że nieprędko znów zobaczymy słońce. I ziemię.
– Zwariujemy tam pod spodem. To pewne.
– Wie pan, na ten moment to jawi mi się, że lepsze to, niż krzesło. Albo tabun. Czy co tam chcą na nas zrzucić.
– Ech, dwóch konwencji było mało. Zrobili trzecią. A i tak musimy czmychać do nory jak jakieś króliki – sierżant zgasił papierosa, westchnął ciężko, klepnął się po udach i dodał: zwołam chłopaków na zbiórkę. Skoro pod ziemią nie wolno kopcić, to ten jeden ostatni raz niech sobie zajarają, a potem zbiorę wszystek fajki. Walniemy po kielichu i spawamy.
Godlewski kiwnął tylko głową i odwrócił głowę udając, że na coś patrzy. Czuł, że wzbiera w nim smutek. I im silniejszy był napór łez, tym bardziej chciał, by sierżant już poszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz