środa, 1 maja 2019

Historia więcej niż jednego banana

Tak się u nas już przyjęło, że z nadmiaru wolnego czasu dużo dyskutujemy na tematy zupełnie nieistotne. Pragnę złożyć pokłon tej tradycji. Też się wypowiem.

W pewnym przybytku rzucili mięso. Zupełnie za darmo – ktoś dał cynk.
I ruszyli!
Zgraja domorosłych kuchcików w fartuchach z emblematami wietrzy niezłą fuchę. Wszyscy tak samo, ale każdy taki niezależny.
A jak pitraszą! A jak smakują! I serwują.
Nieważne skąd to mięsiwo. Ani czy to w ogóle mięso. Jakby co, to oni tu tylko podają...

I naraz: bach! Wszystko na stół. Zapraszamy, łykajcie! Tu każdy może zostać smakoszem.
Siądź i osądź, smaczne to czy wstrętne?
Spróbowałeś już?
Nieważne!
Prędko powiedz, co myślisz.
Och, jesteś aktorem? Coś takiego, panie Miednicowski!
A pan, panie Powiatowy! Pięknie przełykasz! Jak ty połkniesz, to innym też łatwiej wejdzie.
A zrobisz sobie zdjęcie z wypchaną mordą? Ależ to mięso wymownie wypełnia ci usta!
No róbcie, róbcie te zdjęcia. Prędzej. Flash, pstryk! Pręęędzej!

Halo! Stać, to blaga! Soja!

Co?
No cóż... nikt nie zauważył. Żreć nam się chciało, nie patrzeć.


No kuchciki, na dziś zwijamy kram. Szkoda, że nie powiedzieli jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O tych, co na amen zemrzeć nie mogą (rozdział 1)

– Szanowny panie, – zaczął z udawaną grzecznością, nauczony, że okazując szacunek rozmówcy, łatwiej się z nim rozprawi – a zatem raczy ...