Tak
się u nas już przyjęło, że z nadmiaru wolnego czasu dużo
dyskutujemy na tematy zupełnie nieistotne. Pragnę złożyć pokłon
tej tradycji. Też się wypowiem.
W
pewnym przybytku rzucili mięso. Zupełnie za darmo – ktoś
dał cynk.
I
ruszyli!
Zgraja
domorosłych kuchcików w fartuchach z emblematami wietrzy niezłą
fuchę. Wszyscy tak samo, ale każdy taki niezależny.
A
jak pitraszą! A jak smakują! I serwują.
Nieważne
skąd to mięsiwo. Ani czy to w ogóle mięso. Jakby co, to oni tu tylko podają...
I
naraz: bach! Wszystko na stół. Zapraszamy, łykajcie! Tu każdy
może zostać smakoszem.
Siądź
i osądź, smaczne to czy wstrętne?
Spróbowałeś
już?
Nieważne!
Prędko
powiedz, co myślisz.
Och,
jesteś aktorem? Coś takiego, panie Miednicowski!
A
pan, panie Powiatowy! Pięknie przełykasz! Jak ty połkniesz, to
innym też łatwiej wejdzie.
A
zrobisz sobie zdjęcie z wypchaną mordą? Ależ to mięso wymownie
wypełnia ci usta!
No
róbcie, róbcie te zdjęcia. Prędzej. Flash, pstryk! Pręęędzej!
Halo!
Stać, to blaga! Soja!
Co?
No
cóż... nikt nie zauważył. Żreć nam się chciało, nie patrzeć.
No
kuchciki, na dziś zwijamy kram. Szkoda, że nie powiedzieli jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz