Koronawirus był
przyczyną lub jedną z przyczyn 259 000 zgonów na świecie. Tak
chyba powinny być prezentowane dane.
W jakim odsetku
przypadków faktycznie zabił, a nie tylko przyspieszył to, co
nieuniknione, trudno orzec. Jeśli ten drugi odsetek jest wysoki, to wnet może się okazać, że krzywa
zgonów po początkowej rzeźni w kolejnych miesiącach spadnie
poniżej porównywalnego okresu z przeszłości, mówiąc prościej:
dużo umrze szybko, mniej umrze wolno. Na szczęście są przytomni
ludzie, którzy próbują to policzyć (1) co pomoże uciąć
dywagacje i przełożyć wyniki analiz na działanie, żebyśmy nie
musieli babrać się w tym burdelu, którego autorem niestety nie
jest narysowany Król Julian, a prawdziwi miłościwie nam panujący.
Ćwierć miliona
ludzi to dużo. Można się nie na żarty przestraszyć. Ale...
Korona-wirus do tej
pory zabił tyle osób, ile głód zabija w nieco ponad tydzień (2).
Porównywalna ilość
osób ginie w samych Stanach w wyniku szeroko rozumianego błędu
medycznego w ciągu roku (3).
Na świecie zmarło
ponad 2,5 miliona dzieci do lat pięciu (2).
A na dobitkę w
wypadkach komunikacyjnych zginęło prawie dwa razy tyle (2). Może
też mieli choroby współistniejące, tego nie wiem. Wiem natomiast,
że dróg na razie nie zamknięto. I chwała!
A zatem... Czy my na
pewno walczymy z tym najważniejszym wrogiem, czy poczynione środki są współmierne do zagrożenia, czy jednak ktoś
próbuje nas tu wytegować?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz