Stosujemy środki do dezynfekcji z intensywnością podobną do warunków szpitalnych. Zabijamy naszą ochronną florę bakteryjną przy wejściu do sklepu czy urzędu bo boimy się zarazków. Zarazki te podobno nie/trudno przenoszą się na suchych przedmiotach (pieniądze, papier, długopis). Ale dla świętego spokoju lejemy sobie po łapach 70% roztworem alkoholu. Komu to pomaga? Na pewno nie dłoniom.
Za chwilę pojawią się kampanie reklamowe „odbuduj naturalną florę bakteryjną przy użyciu kremu Kremex marki Kremex”. Drogi, bo dobry!
Żaden krem nie powstrzyma jednak procesu nabywania odporności przez mikroby, które prędzej czy później przyzwyczają się do spirytualistycznych rytuałów, tak jak w szpitalach przyzwyczaiły się do antybiotyków i domestosa.
Zakładamy sobie taką „protezę” bezpieczeństwa, podobną maseczkom – trudno wykazać wymierne korzyści, ale wydaje się, że działamy, więc jest fajnie! Rząd wprowadził obostrzenia, ochroniarz w markecie pilnuje, w razie czego nie można będzie przecież powiedzieć, że „nikt z tym nic nie zrobił”.
Aby nie było tak pesymistycznie, wyrażę nadzieję, że więcej osób myje teraz mydłem ręce. Pamiętam jak kiedyś podczas urodzinek spędzanych na kręgielni przyszedł czas na pizzę i tylko dwie osoby po toczeniu kul poszły umyć ręce, nim sięgnęły po jedzenie.
Jeśli już naprawdę nie macie pomysłu, co robić z alkoholem, niechaj ten oto samotny, pusty kieliszek będzie inspiracją :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz