Paskudny amoniakalny
posmak był pierwszą rzeczą, którą poczuł po przebudzeniu.
Rzedniejące ciemne plamy na oczach synchronizowały swoje skoki ze
skurczami obolałego żołądka. Powoli usiadł. Każdy zdobyty
centymetr rozganiał plamy, ale za wysoką cenę igieł wbijających
się w głowę gdzieś w środku. I nagle poczuł znajomy wir w
brzuchu. Jak dobrze pójdzie, tym razem zdąży, nim go przeczyści.
Poderwał się gwałtownie jęcząc ochryple i zaczął rozpinać
spodnie. Zesztywniałe palce nie dawały sobie rady ze sprzączką
paska, więc dał za wygraną szarpnął portki w dół. Te
posłusznie przesunęły się w dół po wychudzonych biodrach.
Zdążył złapać się gałęzi i … poszło! W
ostatniej chwili. Cuchnąca breja psiknęła kilka razy na chodnik
pod śmietnikiem. Jakaś starucha, którą dopiero
zauważył, fuknęła coś zgorszona, ale miał teraz inne
zmartwienie na głowie. Spodnie. Spodnie opadły za nisko i zafajdał
sobie pasek i okolice.
Szlag... Grzebnął na oślep w kontenerze. Nic, jeszcze raz.
Wreszcie chwiejnie wyprostował się, puścił gałąź i stercząc z
gołym tyłkiem jął eksplorować pojemnik. W końcu trafił na
zużyte serwetki. Czyli po niefarcie nadarzył się fart. Obtarł się
na tyle, na ile to było możliwe, bo palce nadal miał jak z drewna.
Schylił się, by obetrzeć pasek, ale zakręciło mu się w głowie.
Walczył, by nie wyrżnąć w nowo powstałą kałużę gówna.
Złapał się z całych sił kontenera. Efekt był taki, że lewym
kolanem roztarł kałużę odchodów po chodniku. Podciągnął się
klnąc z cicha. Spodnie do wyrzucenia. Tego już nie dało się
wytrzeć. I w ogóle trzeba iść do parku, bo brud brudem, ale są
pewne granice. Przetrzepał kontener w poszukiwaniu spodni. Jak
zwykle pusto. Udało się odłożyć parę puszek. Ale spodni niet.
Trudna rada, trzeba znaleźć peceka. Ten na Zaolziańskiej odpada,
bo tam dają w ryj. Następny będzie dopiero przy Krawieckiej, więc
czyli autobus. Bez spodni to
jednak nie da rady, bo wyrzucą. W obesranych ciężko, ale na
pierwszy rzut oka wszystko w porządku, to może nikt się nie
przypieprzy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O tych, co na amen zemrzeć nie mogą (rozdział 1)
– Szanowny panie, – zaczął z udawaną grzecznością, nauczony, że okazując szacunek rozmówcy, łatwiej się z nim rozprawi – a zatem raczy ...
-
Czas na serię inspirowaną twórczością Arkadija i Borysa Strugackich oraz uniwersum Fallout! Wpisy w tej serii będą niekiedy przeplatać się ...
-
"Czarny Obelisk" przygniata. Ciężar wydarzeń kraju ogarniętego największym kryzysem finansowym w historii dosłownie wbija w ziemię...
-
– Szanowny panie, – zaczął z udawaną grzecznością, nauczony, że okazując szacunek rozmówcy, łatwiej się z nim rozprawi – a zatem raczy ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz