niedziela, 26 stycznia 2020

Z życia bezdomnego - 2


Paskudny amoniakalny posmak był pierwszą rzeczą, którą poczuł po przebudzeniu. Rzedniejące ciemne plamy na oczach synchronizowały swoje skoki ze skurczami obolałego żołądka. Powoli usiadł. Każdy zdobyty centymetr rozganiał plamy, ale za wysoką cenę igieł wbijających się w głowę gdzieś w środku. I nagle poczuł znajomy wir w brzuchu. Jak dobrze pójdzie, tym razem zdąży, nim go przeczyści. Poderwał się gwałtownie jęcząc ochryple i zaczął rozpinać spodnie. Zesztywniałe palce nie dawały sobie rady ze sprzączką paska, więc dał za wygraną szarpnął portki w dół. Te posłusznie przesunęły się w dół po wychudzonych biodrach. Zdążył złapać się gałęzi i … poszło! W ostatniej chwili. Cuchnąca breja psiknęła kilka razy na chodnik pod śmietnikiem. Jakaś starucha, którą dopiero zauważył, fuknęła coś zgorszona, ale miał teraz inne zmartwienie na głowie. Spodnie. Spodnie opadły za nisko i zafajdał sobie pasek i okolice. Szlag... Grzebnął na oślep w kontenerze. Nic, jeszcze raz. Wreszcie chwiejnie wyprostował się, puścił gałąź i stercząc z gołym tyłkiem jął eksplorować pojemnik. W końcu trafił na zużyte serwetki. Czyli po niefarcie nadarzył się fart. Obtarł się na tyle, na ile to było możliwe, bo palce nadal miał jak z drewna. Schylił się, by obetrzeć pasek, ale zakręciło mu się w głowie. Walczył, by nie wyrżnąć w nowo powstałą kałużę gówna. Złapał się z całych sił kontenera. Efekt był taki, że lewym kolanem roztarł kałużę odchodów po chodniku. Podciągnął się klnąc z cicha. Spodnie do wyrzucenia. Tego już nie dało się wytrzeć. I w ogóle trzeba iść do parku, bo brud brudem, ale są pewne granice. Przetrzepał kontener w poszukiwaniu spodni. Jak zwykle pusto. Udało się odłożyć parę puszek. Ale spodni niet. Trudna rada, trzeba znaleźć peceka. Ten na Zaolziańskiej odpada, bo tam dają w ryj. Następny będzie dopiero przy Krawieckiej, więc czyli autobus. Bez spodni to jednak nie da rady, bo wyrzucą. W obesranych ciężko, ale na pierwszy rzut oka wszystko w porządku, to może nikt się nie przypieprzy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O tych, co na amen zemrzeć nie mogą (rozdział 1)

– Szanowny panie, – zaczął z udawaną grzecznością, nauczony, że okazując szacunek rozmówcy, łatwiej się z nim rozprawi – a zatem raczy ...