wtorek, 24 marca 2020

O normach w obliczu pandemii #2

Kolejnym fragmentem tej złośliwej analizy będzie spojrzenie na lament pewnych grup zawodowych, spośród których najciekawszą stanowią prawdopodobnie farmaceuci pospołu z lekarzami. Zacznijmy od tych pierwszych. Przez lata tworzyli w społeczeństwie protezę bezpieczeństwa promując różnego rodzaju suplementy diety, bez których straszne męczarnie miały czekać nas samych (po tłustym posiłku koniecznie contra-liver, po deszczu wyjątkowo-scorbin) lub na nasze otoczenie (rozdrażnienie po pracy? magnez w dawce milion, nieodzownie chelat, tylko teraz! z witaminą B-600), a którzy teraz utyskują na głupawych ludzi zgłaszających się do aptek w czasie zarazy po pierdoły podobne wymienionym, które jeszcze niedawno patrzyły na nas z pierwszych rzędów aptecznych wystaw i były podobno niezbędne do życia. Nagle nie są, ale wyuczone (może uzależnione) rzesze ludzi nie przestawią się z dnia na dzień.
Zabawna jest też "akcja maseczka". Pomijając już wątpliwą ochronę, jaką stanowią maseczki wykonane z byle czego, mocno zastanawiające jest jak lekarzom nagle zaczęło zależeć na bezpieczeństwie swoim i pacjentów. Do tej pory mycie rąk "pomiędzy pacjentami" przez internistę było zjawiskiem dla mnie niespotykanym, podobnie z dezynfekcją stetoskopu. Umieszczanie na oddziale pulmonologicznym w jednej sali osób po chemii łóżko w łóżko z osobami chorymi na choroby zakaźne było normą. Nagle płacz o maseczki. Strach to czy jednak chodzi o jakiś przekręt, który jeszcze trudno wywęszyć?

A zatem kolejny kawałek wyłowiony: obłuda.

Ciąg dalszy wkrótce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O tych, co na amen zemrzeć nie mogą (rozdział 1)

– Szanowny panie, – zaczął z udawaną grzecznością, nauczony, że okazując szacunek rozmówcy, łatwiej się z nim rozprawi – a zatem raczy ...