piątek, 27 marca 2020

O normach w obliczu pandemii #5

Zarządzanie "bieżączką" jest łatwe. Naprawdę. Gospodarka, firmy, państwa, szkolnictwo - tu nie chodzi o przedłużające się rady pedagogiczne, mikro-menedżment, podatek od kichnięcia. Stanowisko zobowiązuje. Powinno. Tymczasem niczym gówno na powierzchnię wypływają rozmaite niedomagania: nauczanie online bez zdigitalizowanych materiałów i służbowego komputera, biurowa praca z domu tak, ale w akompaniamencie dyżurów w biurze dla wybrańców #bosięnieda, wieczny ASAP i brak rezerw umożliwiających względnie gładkie wstrzymanie produkcji czy świadczenia usług.
Ludzie póki co podśmiechują, że od siedzenia w domu się rozwiodą lub rozmnożą. Jeszcze tydzień, a statystyka przemocy domowej rąbnie o sufit. A za pięć-sześć tygodni ludzie dotkną dna swoich garnków i portfeli. Parę głosów spróbuje argumentu Włodka "trzeba się było ubezpieczyć". No, pewnie, trzeba było. Dlatego się ubezpieczamy. Choć może głównie dlatego, że musimy: opłacamy cholerną składkę ZUS, podatek od spadku, wzbogacenia, książki, jedzenia. W ogólnie pojętym podatku oddajemy, w zależności od sposobu uzyskiwania dochodu i naszej gospodarności, przeciętnie od 40 do 60% tego, co zarobimy. Połowę czyli. Należy oczekiwać, że ktoś to ogarnie. Wiadomo, że nie ogarnie. Ani ci przy korycie, ani poprzedni, ani tamci hen, jeszcze wcześniej. Tylko jak postawić przed sąd setki ludzi z immunitetem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O tych, co na amen zemrzeć nie mogą (rozdział 1)

– Szanowny panie, – zaczął z udawaną grzecznością, nauczony, że okazując szacunek rozmówcy, łatwiej się z nim rozprawi – a zatem raczy ...